Filmowe Adaptacje Gier

Dlaczego filmy na podstawie gier są słabe?

Na przestrzeni ostatnich nieco ponad dwóch dekad pojawiło się mnóstwo kinowych, wypuszczonych na międzynarodowe rynki produkcji bazujących na grach wideo (nie liczę całej masy produkcji tylko japońskich czy telewizyjnych). Kilka z nich zarobiło sporo, kilka jako-tako, reszta nie popisała się w box-office, żaden nie zdobył powszechnego uznania.


Granie w zdecydowanej większości polega na ciągłym powtarzaniu tych samych czynności. Ciągle walczymy, skaczemy, skradamy się, zabijamy, wyprzedzamy, łączymy przedmioty, budujemy konstrukcje. To jest beznadziejna podstawa dla filmu. Ciekawa fabuła i wyraziści bohaterowie są świetną podstawą dla filmu, ale z jakiegoś powodu ludzie odpowiedzialni za wybieranie marek do zmasakrowania adaptacji skupiają się na: piersiach (Angelina w Tomb Raiderze), długich nogach (Milla w Resident Evil) ewentualnie bezmyślnym naparzaniu (Doom, Mortal Kombat, Street Fighter).

Silent Hill-Revelation 3D.JPGSilent Hill – Apokalipsa

Ale żeby nie było – czasami zdarza się, że na warsztat brany jest adekwatny tytuł. Przygodowy, z rozmachem, fajnymi postaciami, filmowym klimatem, głębią… Najczęściej jednak efekt końcowy nadal jest daleki od ideału, albo projekt pada już na etapie przed-produkcji. Nadal uważam, że filmowy BioShock, o którym dużo mówiło się pod koniec pierwszej dekady XXI wieku, miał szansę stać się pierwszą naprawdę dobrą adaptacją. Ale zbyt wysoki budżet, problemy ze znalezieniem reżysera, mroczna tematyka i podobno zbyt niski potencjał na zarobienie miliona monet sprawił, że tego filmu najpewniej nigdy się nie doczekamy.

 bioshock_rapture-wide

Robią to niewłaściwi ludzie?

Weźmy za przykład film Max Payne z 2008 roku. Gry ze studia Remedy to cudowny hołd złożony mrocznemu kinu o upadłych gliniarzach, teoretycznie więc przerobienie inspirowanej filmami gry na takowy film powinno być bardzo łatwe. Jest świetny bohater, jest fabularny samograj w postaci zemsty, jest rewelacyjny klimat. Tymczasem do napisania scenariusza kinowego Maksa zatrudniono trzech gości, z których jeden nie napisał w swoim życiu absolutnie niczego scenariuszoopdobnego, drugi wcześniej napisał scenariusz filmu, który nigdy nie powstał, a trzeci pracował tylko w telewizji. Doskonała ekipa, która najpewniej na dodatek wcale nie lubi gier.

 Efekt końcowy był taki, że klimat został, wszystko wyglądało elegancko, postacie nadawały się, ale scenariusz z narkotycznymi demonami był mocno bez sensu i miał w zasadzie zero wspólnego z oryginałem. Fani gier byli zdenerwowani, a zwykli widzowie nie dostali niczego na tyle wyjątkowego, by zapamiętać Maksa na dłużej. Wielka szkoda.

max-payneMax Payne 2008

Skupiają się na niewłaściwych elementach

Tomb Raider. Indiana Jones w spódnicy. Świetna kobieca główna postać, egzotyka, przygoda, skarby, strzelaniny. Ale przede wszystkim odkrywanie archeologicznych zagadek i przeszukiwanie grobowców. Kto pamięta, ile było faktycznego przeszukiwania grobowców w dwóch częściach kinowego Tomb Raidera? Odpowiedź jest jedna: za mało. Z kolei za dużo było plastikowego łubu-dubu. Zapewne to było od początku jedynym słusznym założeniem, bo film swoje zarobił, a publika dopisała, ale i tak źle rozłożone akcenty potrafią zabić frajdę płynącą z seansu.

421724Lara Croft – Tomb Raider

Trzeba znać publiczność

To jest bardzo ważna rzecz. Dla kogo powstają adaptacje? Dla fanów gier? Dla zażartego kinomaniaka? Dla typowego „oglądacza”? Hardkorowi gracze nie są najlepszym barometrem dla filmowców. Oni wiedzą o ukochanej grze wszystko, więc ich będzie najtrudniej zadowolić, a przecież i tak najpewniej do kina pójdą. Zdecydowanie lepiej byłoby skupić się na takim przerobieniu materiału źródłowego, by z powtarzalnego zestawu czynności przeplatanego krótkimi rozwinięciami fabuły stworzyć rozwijającą się fabułę przeplataną efektowną akcją żywcem wyjętą z gry. Przeciętny widz nie powinien nawet wiedzieć, że ogląda filmową wersję jakiegoś konsolowego czy pecetowego hiciora. Zabieramy się za horror, to zróbmy horror. Jest gra szpiegowska? Niech film też będzie szpiegowski. Niby takie oczywiste, a jednak…

A adaptacje komiksów są super…

Jeszcze kilkanaście lat temu trudno było trafić na naprawdę dobrą kinową wersję znanego komiksu. Poza Batmanami Tima Burtona czy np. Blade’em, widzowie męczyli się na SpawnieBatmanie i RobinieDreddziePhantomie lub mocno nieszczególnym Kapitanie Ameryce z 1990 roku. Dopiero, gdy za adaptacje zaczęli brać się ludzie, którzy na komiksach się wychowali i naprawdę je rozumieli, gatunek zaczął się zmieniać i dziś jest ogromnie popularną i dochodową częścią branży rozrywkowej.

2244678-23308595

 Czy to samo czeka gry? Czy na rynku muszą pojawić się naprawdę kumaci filmowcy, którzy młodość spędzili przed ekranem i znają wartość wirtualnych bohaterów? Bo na pewno na tym poletku jest ogromny potencjał, który tylko czeka na wykorzystanie.

 wreck_it_ralph_3d_movie-wideRalf Demolka

PS. Jest kilka filmów na bazie gier, które da się oglądać i które mi się podobały: pierwszy Mortal KombatSilent HillKsiążę Persji, ale za najlepszy tytuł o tematyce gier wideo uważam animacje Disneya „Ralf Demolka”, który może nie przenosił nas do świata wybranej gry ale za to miał dobrą i spójną fabułę oraz był świetnie zanimowany. Dziwi tylko, że Disney, który nie jest studiem produkującym gry zrobił lepszą adaptację od Sony, które kompletnie wyłożyło swoją serię „Resident Evil”.


logomakr_7rbgn9

Autor : Łukasz Spich

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s