Petarda (ang. Firecracker) ma dawać rozrywkę. Wydobywający się po podpaleniu lontu głośny huk czasem poprzedzony pokazem kolorowych iskier ma w sobie coś enigmatycznego. Można przejść obok niego obojętnie, lecz czasami dynamikę petardy przyjmuje ludzkie życie, w którym wydarza się przełom po którym nic nie jest takie samo. Nie bez powodu film Jasmin Mozaffari ma właśnie taki tytuł.

Dwie dziewczyny z małego miasteczka postanawiają rzucić wszystko i zacząć nowe życie w Nowym Jorku. Niestety demony przeszłości nie dają im spokoju, a ”lont” odpalony dawno temu w ich charakterze przez rodzinę i znajomych doprowadza do wielu ludzkich tragedii. Jeżeli szukacie filmu, który perfekcyjnie oddaje klimat sennego miasteczka, to Firecrackers robi to bezbłędnie. Każdy z nas miał kiedyś styczność z takim miejscem. Każdego z nas ciągnęło kiedyś do rzeczy wielkich, do dużego miasta. Film strukturą przypomina The Florida Project – mała, zamknięta społeczność, problemy finansowe, mieszkanie na rubieżach cywilizacji, odosobnienie, a wszystko to skąpane w cudownych zdjęciach przywodzących na myśl film Bakera.

Fabuła Firecrackers jest, za to z goła odmienna. Bohaterki zdają sobie sprawę gdzie mieszkają i za wszelką cenę próbują się wyrwać z otaczającego je marazmu. Czy przez to, że są dojrzałe? Alkoholowe tyrady, to dla nich oznaka dorosłości, a odpowiedzialność za własne czyny jest obcym pojęciem. Na szczęście z czasem przychodzi opamiętanie. Bunt, który przykuwał uwagę widza odchodzi w zapomnienie pozostawiając za sobą ogromny niedosyt.  

Największym problemem filmu jest brak pomysłu, jak poskładać sceny w jedno sprawne dzieło. Pierwsza połowa to rollercoaster emocji, druga jest spokojniejsza, za to ma w sobie kilka scen, które perfekcyjnie trafiają w ton filmu. Niestety pomiędzy nimi znajduje się zapętlona płyta, która nie dostarcza widzowi nic nowego. Szczególnie jeśli uzmysłowimy sobie, że alkoholowo – narkotykowe podłoże życia bohaterek staje się tylko i wyłącznie elementem, który ma na celu tylko przypominać oglądającym, z jakiego środowiska próbują wyrwać się dziewczyny.

Omawiany film jest pełnometrażowym debiutem reżyserskim Jasmin Mozaffari i choć zawiera w sobie wiele niedociągnięć, to jest w nim zawarty ogromny potencjał. Człowiek uczy się na błędach, a widząc  jak niewiele popełniła ich reżyserka Firecrackers można z czystym sumieniem stwierdzić, że ma ogromny talent. Żywię ogromną nadzieję, że kolejne projekty będą lepsze a sama reżyserka wejdzie do kanonu reżyserów, z których filmami możemy często spotkać się na salach kinowych

Recenzowany tytuł bierze udział w konkursie Czarny Koń Filmu na festiwalu Ars Independent

Firecrackers - wypaczony amerykański sen - Filmowicz