Gdy Netflix ogłosił plan stworzenia animowanej antologii, której producentami będą m.in. David Fincher i Tim Miller miałem pewność, że będzie to produkcja dopracowana zarówno pod względem graficznym jak i scenariuszowym. Angielski tytuł serialu to Love, Death and Robots, lecz bardziej pasuje tu Sex, Death and Robots, bo tytułowej miłości jest w nim jak na lekarstwo, a erotyka i brutalność wylewają się z ekranu.

Jogurt zostaje przywódcą ludzkości, grupka robotów zwiedza naszą wymarłą planetę i obserwuje jak prymitywne wiedliśmy życie, Adolf Hitler umiera rozjechany przez wóz z kiełbasą, a obwoźni sprzedawcy na pustyni mierzą się z prehistoryczną przeszłością otaczającej ich przestrzeni. Może te informacje brzmią jak nieuzasadniony bełkot, lecz zawarta w nich historia wciąga nas wprost do miejsca wydarzeń. Pomaga w tym perfekcyjna animacja, która skłania nas do zastanowienia się nad przyszłością zawodu aktora – skoro wygenerowane komputerowo kadry wyglądają tak świetnie, to po co zatrudniać ludzi na tym stanowisku. Było to możliwe dzięki zleceniu projektu najlepszym studiom animacji na świecie, w tym polskiemu Platige Image. To właśnie odcinek naszego rodzimego studia „Rybia noc” jest jednym z najlepszych w całej antologii.

Miłość, śmierć i roboty - animowany triumf Netflixa - Filmowicz
kadr z serialu Miłość, Śmierć i Roboty

Serial ma bardzo dobrą konstrukcję przez co nie odczuwamy przestojów w fabule, a całość (18 odcinków) jesteśmy w stanie bez problemu obejrzeć w jeden wieczór. Moim zdaniem najlepiej „Miłość, śmierć i roboty” oglądać właśnie w binge-watchingu, aby nie wytracić szybkiego tempa produkcji. Długość odcinków waha się od 5 do 17 minut, co jest zarówno zaletą jak i największą wadą produkcji. Tak skokowe potraktowanie historii w dużym stopniu odbiło się na scenariuszu, który w niektórych przypadkach sprawia wrażenie wyrwanego z przerywników filmowych gier komputerowych.

Bogaty świat, który mamy przyjemność oglądać to jedna z najlepszych rzeczy jakie przytrafiły się współczesnej animacji. Netflix kolejny raz udowadnia, że dając wolność twórcom, jesteśmy wstanie osiągnąć spektakularne rezultaty. I choć „Love, death and robots” nie zmieni waszego życia, to z pewnością osłodzi czas jaki poświęcicie na oglądanie tej solidnej porcji rozrywki.


  • 88%
    Fabuła - 88%
  • 82%
    Gra aktorska - 82%
  • 70%
    Jakość scenariusza - 70%
  • 80%
    Przyjemność z oglądania - 80%
80%

PODSUMOWANIE:

Netflix kolejny raz udowadnia, że dając wolność twórcom, jesteśmy wstanie osiągnąć spektakularne rezultaty.