Moja przygoda z twórczością Yorgosa Lanthimosa rozpoczęła się od niezamierzonego seansu Lobstera, gdy ten leciał w telewizji. Film przepełniony aurą tajemnicy, czarnym humorem i groteską sprawił, że zakochałem się w kunszcie greckiego reżysera. Gdy do kin trafiło “Zabicie świętego jelenia” pobiegłem do kina na seans przedpremierowy, aby cały przesiedzieć w swoistym transie. Czy jestem fanem Lanthimosa? Tak! Czy moje oczekiwania wobec kolejnego filmu w dorobku reżysera były wysokie? Tak! Czy “Faworyta” je spełniła? Tak, przy okazji pozostawiając Oscarową konkurencję daleko w tyle.

Angielski dwór podczas wojny stuletniej chyli się ku upadkowi. Konflikt zbrojny z Francją pochłania coraz więcej środków, a poddani mają dość życia w cieniu śmierci i wysokich podatków na jakie naraża ich Królowa Anna (Olivia Colman). Szybko jednak okazuje się, że to nie schorowana królowa włada państwem, lecz jej przyjaciółka i kochanka lady Sarah (Rachel Weisz). Nie trwa to jednak długo, ponieważ na dworze pojawia się nowa służąca Abigail (Emma Stone), która wykorzystując swoje szlacheckie pochodzenie, inteligencję i wrodzoną przebiegłość szybko staje się ulubienicą królowej. Gdy zaczyna zagrażać pozycji lady Sarah na dworze dochodzi do szeregu wydarzeń, które wynoszą Abigail na piedestał.

“Faworyta” to nie tylko pełne intryg kino kostiumowe. Film w perfekcyjny sposób ukazuje podwójną naturę człowieka, który aby osiągnąć swój cel jest w stanie grać na emocjach drugiej osoby nie zwracając uwagi na krzywdę, którą jej wyrządza. Miłość między kochankami jest tylko i wyłącznie możliwością osiągnięcia władzy absolutnej, a ta demoralizuje ich jeszcze bardziej. Nikt nie może sobie w pełni zaufać co budzi kolejne konflikty. Gdy obserwujemy ten bałagan z pozycji widza, to na równi z bohaterami odczuwamy emocje jakie nimi szargają. Gęsty od intryg klimat rozluźnia czarny humor, który świetnie sprawdza się jako wybawienie z dwulicowego świata angielskiej rodziny królewskiej.

Scenariusz produkcji naszpikowany jest emocjami i pełnokrwistymi postaciami, których wyraziste charaktery zapadają nam w pamięć. Koncept pomimo swojej prostoty sprawdza się w 100%, a dołączając do niego świetne dialogi i obsadę, która zachwyca na każdym kroku mamy wrażenie obcowania z dziełem wybitnym. Olivię Colman w roli królowej mógłbym oglądać bez końca, Emma Stone jako podstępna szara myszka sprawdza się wyśmienicie, a w połączeniu z przebiegłością postaci Rachel Weisz z ekranu sypią się iskry nienawiści. Dawno w żadnym filmie nie widziałem takiej perfekcji. Od fabuły, po inteligentne anegdoty – do samego końca nie wiemy co się wydarzy.

„Faworyta” została dopieszczona przez Yorgosa Lanthimosa w stopniu, który tworzy z niej prawdziwe arcydzieło. Świetnie nakręcona historia pełna klasycznych kadrów, pięknych kostiumów, mrocznych wnętrz skąpanych w blasku świec i wypełnionych barokową muzyką zachwyca nas na każdym kroku. Grecki reżyser stworzył film idealny, który z każdym kolejnym obejrzeniem zyskuje na wartości.