Minecraftowe szaleństwo ogarnęło cały świat. Film w mgnieniu oka stał się hitem kasowym, kina zapełniły się fanami, a w Polsce pobił rekord otwarcia i zdetronizował Kler na podium najlepiej zarabiających tytułów w historii. Gdyby ktokolwiek jeszcze miesiąc temu powiedział mi, że będziemy świadkami takiego obłędu, to prawdopodobnie bym się zaśmiał. Minecraft jest ogromną marką i było wiadomo, że będzie hitem, ale nikt nie spodziewał się takiego sukcesu. Niskie oceny krytyków nie zniechęciły widowni, która wyrwała kina z finansowego marazmu i sprawiła, że znów jest głośno o kwadratowej masakrze – tak, grałem w Minecrafta.
Czwórka bohaterów zmagająca się ze zwykłymi problemami zostaje wciągnięta przez tajemniczy portal do dziwnej sześciennej krainy, w której wszystko jest możliwe dzięki wyobraźni. Aby wrócić do prawdziwego świata, będą musieli nauczyć się realiów otoczenia, wyruszając w magiczną wyprawę z niespodziewanym przewodnikiem, Steve’em.

Plotki o powstaniu pełnometrażowego filmu „Minecraft” krążyły bardzo długo. Kilka lat temu, po zmianie kierownictwa Warner Bros. podjęto decyzję o produkcji. Była to jedna z najlepszych decyzji studia. Okazało się, że można na pustej, czystej rozrywce zbudować ogromny hit, który zdeklasuje konkurencję. „Minecraft” to czysta zabawa, w której scenariusz nie ma praktycznie żadnego znaczenia. Najważniejsze są kreatywność i duch przygody. Nie ma sensu rozmyślać nad tym, co dzieje się na ekranie tylko dać się porwać w wir wydarzeń. Jeżeli pójdziecie na seans z takim nastawieniem, to gwarantuję wam rozrywkę, która po prostu was uszczęśliwi. Kino familijne najwyższej próby, dające widowni radość ze wspólnego oglądania.
Gdy zobaczyłem pierwsze zwiastuny, miałem mieszane uczucia. Z jednej strony scenografia i projekt świata wyglądały fenomenalnie, co kontrastowało z pokraczną fizjonomią zwierząt i mieszkańców, z drugiej zaprezentowany humor był po prostu nieśmieszny – ze samoświadomością też można przesadzić. Całość prezentowała się jak wariacja Jumanji na kwasowym tripie. Na szczęście film jest bardzo spójny w tworzeniu świadomego kiczu, który na dużym ekranie jest zjawiskowy. Dawno w kinie nie czułem takiego fanu, pasji i szacunku do materiału źródłowego. Nie musisz znać gry, bo twórcy sprawnie tłumaczą wszystkie zasady, a większości i tak się domyślisz. Tak robi się dobrą adaptację.

Aktorzy, którzy wzięli udział w tym projekcie, starają się jak mogą, a ich role stoją na cudownie zarysowanych relacjach międzyludzkich. Podejście do życia naszych bohaterów idealnie wpasowuje się do obranej konwencji. Jason Momoa i Jack Black to tak energiczny duet, że spokojnie pociągnęliby całą fabułę na swoich barkach. Emma Myers i Danielle Brooks swoim ciepłem i komediowym timelinem rozgrzewają każdą scenę, w której się pojawią – szkoda, że jest ich tak mało. Te dwie postacie są kompletnie niewykorzystane, a poza rozpoczęciem i zakończeniem filmu praktycznie nie widzimy ich na ekranie. Dziwnie ogląda się dobre aktorki, które w fabule są na doczepkę. Sebastian Hansen w głównej roli wypada naprawdę dobrze. Jego kreatywność i charyzma połączona z nerdozą sprawiają, że jest wiarygodny we wchodzeniu w schemat ”tego fajnego kujona ze szkoły”, którego i tak nikt nie lubi. Nie dano mu się pobawić rolą, bo podejrzewam, że gdyby scenariusz miał w sobie więcej pomysłowości, to ten młody aktor w połączeniu z resztą świetnej obsady, stworzyłby rewelacyjną kreację.
Jednak jeżeli miałbym wskazać jedną rzecz, dla której widzowie kompletnie niezainteresowani powinni pójść na Minecrafta, byłaby to Jennifer Coolidge. Tak chodzi mi o Tany’ę z Białego Lotosu. I nie przypadkowo mówię o Tanyi z serialu HBO, bo Jennifer Coolidge w Minecrafcie jest Tany’ą z Białego Lotosu. Gdy tylko ta fenomenalna aktorka zostaje wprowadzona do historii, to od razu poziom filmu wznosi się na wyżyny. Sceny z jej udziałem to najśmieszniejsze fragmenty ze wszystkich dzieł popkultury, które widziałem w tym roku. Jako postać trzecioplanowa jest w stanie wykrzesać ze średniej fabuły prawdziwy diament. Koniecznie oglądajcie sceny po napisach, bo to się w nich dzieje, sprawiło, że cała sala kinowa zalała się śmiechem. Osoba odpowiedzialna za ten casting powinna dostać order za zasługi.

Zabawa The Movie – takimi słowami można podsumować „Minecraft: Film”. To jazda bez trzymanki przez dziwaczny świat, będący znajomym elementem dla wielu osób z mojego pokolenia. W grach tkwi jeszcze wiele do odkrycia i podejrzewam, że po tak spektakularnym sukcesie adaptacji tytułu bez jakiejkolwiek fabuły zobaczymy więcej podobnych eksperymentów.
Na koniec dodam jeszcze parę słów odnośnie zachowania ludzi w kinach podczas oglądania omawianego dzieła. Na moim seansie była pełna sala Imax i ludzie potrafili się zachować. Grupka licealistów, którzy siedzieli za mną, umawiali się przed seansem, co zrobią, ale widząc tłum, zdołali się powstrzymać. I całe szczęście, bo obrazki z sal kinowych w USA są przerażające. Kompletne zdziczenie i brak szacunku dla drugiego człowieka. Przecież ten syf, ktoś musi posprzątać. Ze zdziwieniem przyjąłem stanowisko reżysera Jareda Hessa, który w swoich wypowiedziach zachęcał ludzi do robienia chlewu w kinie i nie widział w tym nic złego. Mam nadzieję, że po tych słowach poszedł Pan do najbliższego kina i posprzątał salę razem z pracownikami. Tak w ramach solidarności.





