Netflix od lat próbuje zmonopolizować rynek domowej rozrywki. W serialowej przestrzeni praktycznie mu się to udało, ale do filmów nie miał szczęścia. Te albo wychodziły tragicznie, albo były idealnym wypełniaczem tła. Przez ich prostotę można było chłonąć treść od czasu do czasu spoglądając w ekran, a i tak znaliśmy fabułę. Zła filmowa passa platformy potęgowana była przez niedopuszczenie produkcji oryginalnych do udziału w festiwalowych konkursach w Cannes i Wenecji. No bo jak filmy z platformy internetowej mogą konkurować z produkcjami kinowymi? Na szczęście wszystko się zmieniło, a Netflix w tym roku wyprodukował prawdziwe arcydzieło, które deklasuje konkurencję. „Zimna Wojna” musi zmierzyć się z „Romą”, a uwierzcie, że to będzie trudna walka.

O dziele Alfonso Cuaróna zrobiło się głośno po tegorocznym festiwalu w Wenecji, gdzie zdobył statuetkę złotego lwa dla najlepszego filmu. Recenzenci również pokochali „Romę”, która jest na wskroś artystycznym, osobistym wyznaniem reżysera. Twórca na własnej skórze doświadczył okropnych wydarzeń rozgrywających się w stolicy Meksyku w związku z protestami studentów w latach 70 . Nie dziwi więc fakt, że wraca okresu życia, który odcisnął na jego psychice prawdziwe piętno i próbuje go w pewien sposób rozliczyć. „Roma” wbrew pozorom nie jest filmem, którego mocnymi filarami są nastroje społeczne i polityczne. Rozgrywające się w tle dantejskie sceny pomagają nam zrozumieć z jakimi przeciwnościami musieli mierzyć się zwykli obywatele z wyjątkiem jednej rodziny, która poprzez swoją pozycję nie musiała się obawiać politycznych reperkusji. Pomimo odizolowania nie wiodą szczęśliwego życia, a ich rozpad i skomplikowane relacje są alegorią do pogrążającego się w chaosie kraju.

Reżyser brutalnie odnosi się do roli mężczyzny w społeczeństwie, sprowadzają ją tylko i wyłącznie do pracoholizmu. Ojcowie nie są obecni w życiu rodziny, chłopcy nie mają skąd czerpać pozytywnych wzorców i pomimo młodego wieku już przejawiają niewłaściwe postawy rozwiązując problemy siłą bez żadnych konsekwencji. Sercem domu staje się służąca, która pomimo ogromnej ilości pracy znajduje czas dla dzieci swoich pracodawców, które traktuje jak swoje. Tak ogromnego uczucia jakim je darzy nie dała im ani matka, ani ojciec. „Roma” pomimo ukazania kontrastu pomiędzy wyższą i niższą klasą społeczną daje nam dowody, że niezależnie od różnic mogą wspólnie egzystować. Nie ważna jest zasobność portfela, a wzajemny szacunek może wynikać z empatii i chęci akceptacji.

Fabuła rozwija się powoli. Nie ma tu miejsca intensywność i nachalność. Spokój, subtelność i konsekwencja wynoszą „Romę” na piedestał. Alfonso Cuarón świetnie gra na emocjach widza – silne emocje dochodzą do głowy i nie chcą z niej wyjść długo po seansie. Pomimo wolnego tempa film nie nudzi ani na chwilę. Jest to zasługa nie tylko świetnego scenariusza, ale przede wszystkim perfekcyjnego dopracowania. Meksykanin nie tylko był reżyserem, ale również scenarzystą, operatorem i montażystom. Tak osobiste dzieło musiało być wykonane z odpowiednią starannością, a kto zrobiłby to lepiej niż sam Cuarón. Dzięki tak ogromnemu kunsztowi „Roma” wprost zachwyca formą. Można ją analizować scena po scenie, a i tak za każdym razem będziemy odkrywać nowe elementy. Każdy kadr jest dziełem sztuki, które można oprawić i powiesić na ścianie. Nie ma w całym ponad dwugodzinnym filmie ujęcia, czy przejścia kamery, które wybijałoby z rytmu.


„Roma„ to prawdziwe arcydzieło będące perłą w koronie dorobku reżysera. Przepełniona emocjami i intymnością zapada głęboko w świadomości widza. Film rewelacyjnie oddaje stan lokalnej społeczności podczas kryzysu sprzed pięćdziesięciu laty i znajduje odzwierciedlenie w dzisiejszym burzliwym świecie. „Roma” jest po prostu zachwycająca!