Jeszcze kilka lat temu filmy na podstawie komiksów Marvela tworzone przez Sony Pictures prezentowały podobny poziom. Wszystkie były przeładowane wątkami, kiczem, absurdem i głupim scenariuszem, który sklejał tą bezkształtną masę w coś co miało przypominać uniwersum. Jednak teraz wszystko się zmieniło. Sony dogadało się z Marvelem i stworzyło świetnie przyjętego „Spider-Mana: Homecoming”, bijącego rekordy box-office „Venoma” oraz animacje po obejrzeniu której mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że kino superbohaterskie nigdy nie będzie takie samo. „Spider-Man Universum” przenosi widza do świata nieograniczonej zabawy, poprzez świeże podejście do gatunku komiksowych adaptacji.

Najnowszy film z człowiekiem pająkiem to prawdziwa perełka, pełna żywych kolorów i zabiegów stylistycznych sprawiających, że chcemy jak najdłużej obcować z treścią na ekranie. Całość robi naprawdę świetne wrażenie, a my jako widzowie czujemy się jakbyśmy czytali komiks. Ogromne nasycenie kolorów jednych może odrzucać, ale z czym jak nie z intensywnymi kolorami i wyrazistym stylem kojarzą nam się graficzne opowieści. Tak doskonale ożywiony komiks mogliśmy ostatnio zobaczyć w kinach 13 lat temu, kiedy sukcesy w kinach święciło „Sin City” Franka Millera. Jednakże przez tak ogromny natłok informacji i złe zaprojektowanie, niektóre sceny odrzucają swoją nieczytelnością. W filmie nie jest ich wiele, przez co nie mają wpływu na całościowy odbiór.

Z reguły animacje tworzone są ku uciesze najmłodszych. Prosta fabuła, infantylne żarty a wszystko to skąpane w cukierkowej stylistyce – ma być pięknie i kolorowo. Po przeciwnym spektrum mamy Disneya, który jest niedoścignionym wzorem jak robić filmy mające wielowymiarowe postacie, świetną historię i które są perfekcyjnie wyważone pomiędzy dorosłych a dzieci. Sony Pictures od teraz również może pochwalić się w swoim portfolio animacją, która może bezpośrednio konkurować z Disneyem. Uniwersalna historia trafia do każdego w równym stopniu, jednocześnie oferując ogrom emocji. W pierwszej linii do widza wysuwa się humor towarzyszący od zawsze Peterowi Parkerowi. Jest on skierowany głównie do starszego widza, ale ukazano go tak, aby każdy obecny na sali kinowej płakał ze śmiechu. Wyśmianie niewybrednej sceny tańca ze Spider-Mana 3, Peter Parker z nadwagą ratujący świat w dresach to genialne dowcipy, ale prawdziwym crème de la crème jest scena po napisach – koniecznie na niej zostańcie!

Oprócz humoru, mamy tu do czynienia ze sporą dawką dramatu. Nigdy nie przypuszczałem, że animacja o człowieku pająku może być tak dojrzała. Twórcy świetnie podeszli do tematu bycia superbohaterem, poświęcenia życia dla innych, przezwyciężania słabości czy śmierci bliskich. Nawet główny złoczyńca ma świetnie podbudowaną motywację, co zasługuje na ogromne uznanie gdy popatrzymy szerzej na wszystkie filmy na podstawie komiksów. Oczywiście i w tym przypadku nie obyło się bez klisz i sztampowych wątków, lecz toną one w morzu oryginalności. Jeden seans do za mało aby dostrzec wszystkie smaczki ukryte przez twórców, a do tego Nicolas Cage jako Spider-Man Noir w angielskiej obsadzie skutecznie zachęcają mnie do wybrania się do kina po raz kolejny. Oczywiście polski dubbing nie zawodzi i stoi na wysokim poziomie, ale aby mieć pełne spektrum warto obejrzeć wersję oryginalną.

Spider-Man Uniwersum wysuwa się do przodu w tegorocznym wyścigu o Oscara za najlepszą animację i wszystko wskazuje na to, że może zdetronizować Disneya. Inniemamocni 2 to dobry film, ale nikt nie spodziewał się, że Człowiek-Pająk ukaże tak wysoki poziom. Dla fana komiksów to pozycja obowiązkowa!