Kariera Bradleya Coopera to wzloty i upadki. Od startu w 1999 roku praktycznie stała w miejscu, stłamszona zaklętym kręgiem komedii romantycznych. Prawdziwy przełom nastąpił w 2008 roku wraz z kinową premierą “Kac Vegas”, która zapewniła Cooperowi rozgłos na całym świecie. Od tego momentu praktyczne co roku dostawał lepsze role, które pozwoliły mu podszlifować aktorski warsztat. Wtem w 2015 roku nastąpił kryzys – trzy filmy z Cooperem w obsadzie okazały się kompletną klapą. Mogłoby się wydawać, że aktor na pewien czas wycofa się z głównego nurtu, lecz nic takiego się nie stało. Zamiast odpocząć, powrócił ze zdwojoną siłą nie tylko jako aktor, ale reżyser własnego filmu, który współtworzył zarówno od strony scenariusza jak i zagrał w nim główną rolę. Bradley Cooper udowadnia, że poradzi sobie ze wszystkim wkładając masę serca i perfekcji do materiału źródłowego. Takie podejście gwarantuje wiele Oscarowych nominacji.

Jackson Maine (Bradley Cooper) jest gwiazdą rocka. Szybkie życie w sławie doprowadziło jego organizm na skraj wyczerpania – alkohol, narkotyki, leki, problemy rodzinne, a do tego jeszcze nieuchronna utrata słuchu. Nic dziwnego, że jest wrakiem człowieka. Wracając do domu po jednym z koncertów zatrzymuje się w barze, gdzie trwa impreza drag queen. Po namowach obecnych tam gości zostaje posłuchać śpiewu młodej kelnerki Ally (Lady Gaga). Jej głos jest dla niego hipnotyzujący – bardzo szybko nawiązują miłosną relację, która pozwala Ally pochwalić się swoim talentem na wielkiej scenie. Dziewczyna zostaje zauważona przez producentów z dużej wytwórni. Gdy rozpoczyna solową karierę Jack martwi się, że zostanie wykorzystana przez przemysł muzyczny i pozostawiona samej sobie. Poprzez brak wzajemnego zaufania, para zaczyna oddalać się od siebie.

“Narodziny Gwiazdy” można odczytywać dosłownie – przed Bradleyem Cooperem otworzyły drzwi do świata reżyserów, a dla Lady Gagi drzwi do świata wielkiego aktorstwa. Duet wprost idealny, który przez wiele lat doskonalił się aby w momencie kulminacyjnym dać upust doświadczeniu w dobrej produkcji. Tak “Narodziny Gwiazdy”, to film perfekcyjnie skrojony pod Gagę i Coopera. Jej głos jest zachwycający, On w tym momencie śmiało może wydawać płytę. Wszystko to w połączeniu z niesamowitą energią sceny tworzy niepowtarzalną atmosferę koncertu na sali kinowej. Kariera Ally rozwija się z każdą minutą, choć film bardzo ukazuje ją bardzo skrótowo. Zanim się obejrzymy już jest profesjonalną artystką przez co jej postaci brakuje głębi.

Film ukazuje, jak środowisko w którym dorastamy ma wpływ na nasze przyszłe życie. Wszystko jest ze sobą powiązane, a jedno niepowodzenie wywołuje falę nie do zatrzymania. Widać to doskonale w relacjach między bohaterami, które pomimo ogromu miłości są puste – oboje traktują się jako lek na problemy, a kiedy te miną uczucie przygasa. Reżyser poświęca wiele czasu na ukazanie trudów bycia sobą w branży muzycznej. Atakujący z każdej strony menadżerowie chcą, aby ich gwiazda była komercyjnym sukcesem, często nie biorąc pod uwagę jej zdania.

“Narodziny Gwiazdy” to baśń o miłości i drodze do kariery, gdzie pozornie idealne życie zderza się z brutalną rzeczywistością. Pełna emocji opowieść ukazana oczami Bradleya Coopera to swoiste arcydzieło pełne dobrej muzyki w wykonaniu utalentowanych ludzi. Na takie historie warto czekać!

Narodziny Gwiazdy
  • 77%
    Jakość scenariusza - 77%
  • 84%
    Reżyseria - 84%
  • 68%
    Fabuła - 68%
  • 91%
    Przyjemność z oglądanie - 91%
80%

Podsumowanie

Baśń o miłości i drodze do kariery, gdzie pozornie idealne życie zderza się z brutalną rzeczywistością. Pełna emocji opowieść ukazana oczami Bradleya Coopera to swoiste arcydzieło pełne dobrej muzyki w wykonaniu utalentowanych ludzi.

Film obejrzałem w kinie
Cinema City Logo filmowicz.pl
Zdjęcia i zwiastuny wykorzystane w recenzjach należą do ich prawowitych właścicieli i zostały użyte wyłącznie na potrzeby tekstu zgodnie z prawem cytatu oraz fair use.