Wszystko wróciło do normy, ale nie do końca. Efekt „Blipu” udało się odwrócić, lecz ludzie, których dotknął bezpośrednio nadal muszą mierzyć się z konsekwencjami. Kilka lat, przez które ich rówieśnicy dorośli i skończyli szkołę, oni spędzili w nicości. Aby nieco załagodzić powstałą traumę, szkoła Petera Parkera organizuje wycieczkę po Europie, aby na nowo zintegrować ze sobą przyjaciół i oderwać ich od smutnej rzeczywistości. Wkrótce okazuje się, że to nie będą zwykłe wakacje, a Spider-Man będzie musiał zmierzyć się nie tylko z antagonistą, lecz przede wszystkim z odpowiedzialnością za własne czyny.

Reżyser John Watts nie zbacza z kursu, który obrała seria wraz z premierą Homecomming. Spider-Manowi daleko do takich superbohaterów jak Thor, Kapitan Ameryka czy Iron-Man. Peter Parker ma być nastolatkiem – tym miłym chłopakiem z sąsiedztwa, który pomimo posiadanych mocy za wszelką cenę stara się odnaleźć w swoim życiu odrobinę normalności. Filmu nie można więc w pełni podpiąć do gatunku superhero, bo przede wszystkim jest to lekka i zabawna komedia młodzieżowa, która perfekcyjnie wpisuje się w wakacyjny okres.

Jednakże mimo lekkości, tytuł zawiera w sobie bardzo ważny przekaz, a mianowicie dokładne sprawdzanie informacji. Obecnie zewsząd docierają do nas informacje, w które albo nie wierzymy wcale, albo chłoniemy wszystkie jak gąbka nie zastanawiając się nad ich realnością. Weryfikacja to podstawa, o czym boleśnie przekonuje się sam Spider-Man. Główna intryga polegająca na manipulowaniu światem rzeczywistym dała ogromne pole do popisu operatorowi i reżyserowi. Podczas świetnie zrealizowanych scen akcji, kamera wyczynia istne cuda bezpośrednio korzystając z nadzwyczajnej sprawności głównego bohatera. Film nie posiada już tak ogromnej dawki humoru, jaką twórcy zaserwowali nam w Homecomming, tempo lekko siada, niektóre fragmenty są na siłę przeciągnięte a innych mogłoby w ogóle nie być, lecz biorąc pod uwagę całość, to pomimo niewielkich zgrzytów „Spider-Man: Daleko od domu” z pewnością się broni.

Żadnego filmu nie byłoby bez postaci, lecz w Far From Home to one ciągną całą produkcję – są jej główną siłą. Tom Holland jest najlepszym aktorem, który kiedykolwiek wcielał się w rolę Człowieka Pająka. Nie tylko przez to, że jest w odpowiednim wieku – najważniejszym czynnikiem jest fakt, że nie brakuje mu charyzmy, młodzieńczej energii i bystrości, które świetnie kontrastują z brakiem pewności siebie. Bardzo dobrze rozwinięto postać MJ, w którą wcieliła się Zendaya. Nareszcie możemy uwierzyć, że ta para ma się ku sobie, ponieważ pomiędzy aktorami wytworzyła się niesamowita chemia, przez co ich relacje są wiarygodne, a czasami nawet urocze. Na ekranie największą gwiazdą jest jednak Jake Gyllenhaal. Jego Mystereo to postać niesamowicie złożona, która pokazuje różne odcienie swojego charakteru, a Jake ze swoim zawadiackim uśmiechem sprawdza się w tej roli perfekcyjnie.

Podczas seansu bawiłem się świetnie i choć uważam że film był nieco gorszy od Homecomming, to jego oglądanie sprawiło mi nie lada przyjemność. Niczego więcej nie oczekiwałem.

OCENA
  • 81%
    Fabuła - 81%
  • 78%
    Gra aktorska - 78%
  • 76%
    Jakość scenariusza - 76%
  • 85%
    Przyjemność z oglądania - 85%
80%

Summary

Podczas seansu bawiłem się świetnie i choć uważam że film był nieco gorszy od Homecomming, to jego oglądanie sprawiło mi nie lada przyjemność. Niczego więcej nie oczekiwałem.

Superbohaterski eurotrip. Recenzja filmu Spider-Man: Daleko od domu - Filmowicz