Gdy serial okazuje się być komercyjnym sukcesem, producenci stają przed pokusą którą są pieniądze. Produkcja zarabiająca na siebie ogromne sumy, będąca międzynarodowym hitem wraz z pierwszym sezonem to niebywały sukces. Tylko jak go powtórzyć nie zaniżając wysokiego poziomu do którego przekonali się widzowie? Wiele seriali tak poległo, a zwłaszcza te których pierwsza seria była zamkniętą historią, lecz wraz z sukcesem właściciele praw wzięli się za dopisywanie kolejnych rozdziałów opowieści. Na szczęście „The End of the F***ing World” pomimo wielu obaw wychodzi z tego zagrożenia obronną ręką jednocześnie z drugim sezonem podnosząc poprzeczkę.

Sezon pierwszy historii o perypetiach Jamesa i Alyssy zakończył się idealną klamrą, która spajała ze sobą wszystkie odcinki. Twórcy pozostawili jednak otwartą furtkę, która przyczyniła się do powstania kontynuacji. Widzowie byli ciekawi co stało się z Jamesem, jak potoczyło się życie Alyssy po tak traumatycznych przeżyciach. W drugim sezonie bohaterów spotykamy w tym samym miejscu w którym ich zostawiliśmy, choć dla każdego z nich życie potoczyło się równie gównianie.

Postacią na nowo splatającą ich los jest Bonnie (Naomi Ackie). Jej przykre życiowe doświadczenia staną się zapalnikiem dla całej historii. Bonnie od pierwszego pojawienia się na ekranie intryguje widza, a wewnętrzna tragedia z którą musi się zmierzyć tylko dodaje jej autentyczności. Bez niej ten sezon nie miał by racji bytu. Nie uświadczymy w nim powtórki z rozrywki – wszystko co nas spotka na drodze to nowe doznania i rozprawienie się z demonami przeszłości.

Trudna tematyka połączona jest z humorem w idealnych proporcjach. Przecież to „The End of the F***ing World” – serial, którego wyznacznikiem jest czarny humor. I choć jest w nim o wiele więcej mroku, to jako całość wypada rewelacyjnie. Scenarzyści nie mogąc korzystać z komiksów Charlesa Forsmana (pierwszy sezon opowiedział całą zawartą w nich historię) stworzyli prawdziwą perełkę. Bez materiału źródłowego na którym mogliby się wzorować ich własna opowieść stała się jeszcze ciekawsza, a przede wszystkim dojrzalsza.

Czy tęskniłem za The End of the F***ing World? Tak.

Czy bałem się jego powrotu? Tak.

Moje obawy na szczęście okazały się bezzasadne a Netflix wraz z brytyjskim Channel 4 stworzył serial idealny. Jeżeli macie wolny wieczór, to nawet się nie zastanawiajcie tylko oglądajcie.

OCENA
  • 84%
    Fabuła - 84%
  • 86%
    Gra aktorska - 86%
  • 90%
    Jakość scenariusza - 90%
  • 100%
    Przyjemność z oglądania - 100%
90%

Podsumowanie:

Jeżeli macie wolny wieczór, to nawet się nie zastanawiajcie tylko oglądajcie.

The End of the F***ing World powraca w wielkim stylu - recenzja - Filmowicz
Serial jest dostępny w ofercie serwisu